Guestbook
Back to Guestbook
Write a comment on this guestbook entry.
Sign the Guestbook:
827) Olga Grzyl 
IP logged Mozilla/5.0 (Windows NT 10.0; Win64; x64) AppleWebKit/537.36 (KHTML, like Gecko) Chrome/96.0.4664.93 Safari/537.36
Friday, December 10, 2021 04:47 PM

Urodziam się w Dobrej Szlacheckiej, w marcu 1939 roku. W kwietniu 1947 r., miałam osiem lat, wysiedlono nas z Dobrej, pociąg przywiózł mnie, rodziców, trzech braci i dwie siostry do Trzcianki koło Piły, tam był PUR (Państwowy Urząd Repatriacyjny), osadzono nas w pegeerze w Kużnicy Czarnkowskiej, pracował ojciec, mama doiła krowy, dziadek Hnatuśko Dobrzanski, rocznik 1870, pracował przy maszynach i w magazynie, znał się, był 16 lat w Ameryce, babka Maria zmarła w domu, w Dobrej. Drugiego dziadka i babkę Rozalię wywieziono z Dobrej w olsztyńskie. Po 9 miesiącach przeprowadziliśmy się do Kużnicy Żelichowskiej, gdzie z Białasami zajmowaliśmy dwuizbowy dom. Tam był piec taki jak w Dobrej, chodziliśmy zbierać jagody, sprzedawaliśmy w Krzyżu, ojciec pracował w tartaku w Krzyżu. W Kużnicy Żelichowskiej zginął mój brat Józef, z dwoma kolegami, znalezli granaty, mieli po 14 lat. Po dwu latach, chcieliśmy być na swoim, ojciec dostał 12 hektarowe gospodarstwo w Dzierżąznie Wielkim, zamieszkaliśmy na Kolonii, Białasowie zamieszkali we wsi. Na Kolonii wszystko było koło domu ale nie mieliśmy prądu. Jeden Niemiec z tego domu zginął na wojnie, zostały same kobiety, poszły do Niemiec po wojnie. Niemcy nas trzy razy w Dzierżąznie odwiedzili, mówili, że Tato dobry gospodarz, dwa razy zaprosili siostrę do Niemiec, do Lipska. Na Kolonii były dwie studnie i dwa piece do pieczenia chleba. Przepis na chleb: zakwas w garnuszku, trochę mąki i serwatki, stało dzień i noc, na drugi dzień maślanka i mąka, zarobiliśmy na średnio, nie na gęsto, ciasto przez noc rosło, na drugi dzień zarabialiśmy na gęsto i jak to wyrosło duże w beczułce drewnianej z ładną pokrywką, z drzewa liściastego, to dawało ciepło, beczułke przywieżliśmy z domu, z Dobrej, ciasto rosło dobre, przekładaliśmy je na pieć foremek, chleb można było jeść tydzień, trzymaliśmy go w sieni od ogrodu. Po 1956r w Dzierżążnie odwiedzał nas brat ojca, Stefan Popiel, mieszkał w Cheltenham, w Anglii, był w wojnę w polskim wojsku, trafił do wojska generała Andersa z Syberii.
Pozdrowienia dla Jana Popiela mojego chrześniaka.
Comments:

Spammer?
Name Name:
E-mail E-mail: (will not be displayed)
Anti Bot Test Anti Bot Test*: CAPTCHAEnter the characters from the image
 
HTML code is enabled
Smilies are ON
AGCode is ON
Administration
Powered by Lazarus Guestbook from carbonize.co.uk